Blog > Komentarze do wpisu
Gliwice czy Zabrze???

W zeszłym tygodniu miałam za zadanie zmonitorować dwa miasta: Gliwice i Zabrze. Opiszę moje obserwacje, ale to waszym zadaniem będzie określić, które miasto wypadło lepiej…

Na pierwszy ogień poszły Gliwice. Sprawdziłam oficjalną stronę internetową miasta, ale niestety była tylko po polsku. Myślę, że była na niej wystarczająca ilość informacji o mieście (należy jednak wziąć pod uwagę moją znajomość języka polskiego). Dobrze, że mam tam znajomą, która pomogła nam zorientować się w mieście. Poza tym byłam wcześniej w Gliwicach, więc nie było dla mnie dużą trudnością znaleźć odpowiedni autobus z KZK GOP, jest tam też informacja po angielsku, więc nie miałam żadnych trudności. Dostanie się do Gliwic zajęło mi prawie godzinę.

Jakie miejsca odwiedziłam w Gliwicach? Najpierw poszłam na pocztę, spytać się o kartki pocztowe z miasta. Gdy mówiłam po angielsku, pani odpowiadała mi po polsku. Wydaje mi się, że rozumiała angielski, ale nie mówiła w tym języku, może była zagorzałą patriotką jeśli chodzi o posługiwanie się tylko ojczystym językiem;)

Potem poszłam do Punktu Informacji Turystycznej, kobieta tam mówiła po angielsku, dała nam jakieś broszury i ulotki o mieście po angielsku. Robiła też wszystko co mogła, żeby polecić mi interesujące miejsca w Gliwicach, a nawet zaprosiła mnie na otwarcie wystawy w galerii. Doradziła mi również jak wrócić do Katowic i gdzie wsiąść do autobusu. Była bardzo miła i podekscytowana, że widzi cudzoziemkę.

Kolejnym miejscem, które odwiedziłam była radiostacja gliwicka, która ma bardzo ciekawą historię. Mężczyzna, który w niej pracuje, był bardzo miły i dał nam mały wykład, dlaczego przyjmuje się, że II wojna światowa rozpoczęła się właśnie na terenie radiostacji. Mówił po angielsku, ale potrafi mówić również po rosyjsku. Zauważyłam też kilka broszur o radiostacji po angielsku i niemiecku. Niestety informacja na ścianach budynku jest tylko po polsku.

Historia radiostacji naprawdę mnie zafascynowała. Po wizycie w niej, poszłam do palmiarni, która znajduje się w parku Szopena. Palmiarnia jest bardzo interesującym miejscem dla każdego, kto chce zobaczyć różne rośliny i egzotyczne zwierzęta z całego świata, bardzo mi się tam podobało. Informacja o cenach biletów i godzinach pracy jest po polsku. Podobnie nazwy zwierząt i roślin były tylko po polsku.

Na drodze do Palmiarni widziałam mapę miasta, ale była to tylko mapa dla rowerzystów.

Kolej na Zabrze.

Jakie miejsca widziałam w Zabrzu?- punkt informacji turystycznej, pocztę, muzeum, park.

Żeby znaleźć autobusy do Zabrza, znów spojrzałam na stronę internetową KZK GOP, bardzo fajnie, że mają parę rzeczy po angielsku, szczególnie gdy szukasz trasy jaką masz jechać. Dojechanie do Zabrza zajęło mi około 40 minut. Wysiadłam na przystanku „Goethego”, tj. na głównym przystanku autobusowym (Dworcu PKP). Moja wydrukowana z google.com mapa była bardzo mała i była tam tylko jedna część miasta, nie wiedziałam więc nie wiedziałam gdzie jest punkt informacji turystycznej. Poza tym oficjalna strona miasta jest również tylko po polsku. Nie była więc w stanie zgromadzić tak dużo informacji o mieście, jak chciałam.

Poszłam do miejsca, gdzie są sprzedawane bilety i spytałam jednej z pań, czy to miejsce nazywa się Plan Dworcowy, gdyż nie widziałam nigdzie nazwy ulicy. Spytała mnie po polsku czemu o to pytam i stwierdziła, że nie zna ulicy o takiej nazwie. Było to całkiem zabawneJ

Później na szczęście znalazłam dużą mapę miasta na stacji, znalazłam właściwą ulicę i okazało się, że plac, na którym wtedy byłam nazywał się dokładnie PLAC DWORCOWY. Nie wiem czemu kobieta powiedziała mi, że nie kojarzy takiej nazwy, bardzo dziwne…

Mapa była bardzo fajna, co okazało się pomocne. Gdy szłam w kierunku budynku poczty. Zobaczyłam kolejną mapę dla turystów z zaznaczonymi miejscami wartymi odwiedzenia. Było to o tyle zaskakujące, że po raz pierwszy podczas mojego monitoringu miast, zobaczyłam aż dwie bardzo dobre mapy w centrum miasta.

Gdy weszłam na pocztę I spytałam o pocztówki z miasta, pani na początku mnie nie zrozumiała, ale gdy spytałam powtórnie w bardzo prosty sposób, dała mi kartki.

Koło poczty znajdował się punkt informacji turystycznej. Poszłam tam I spytałam o jakieś informacje o mieście po angielsku. Facet w środku szukał materiałów przez 5 minut, w końcu znalazł jakąś broszurę, ale powiedział, że jest po niemiecku. Gdy zajrzałam do środka okazało się, że jest po angielsku, a nie po niemiecku, więc myślę, że po prostu nie umiał odróżnić niemieckiego od angielskiegoJ

Spytałam go tez o mapę, dostałam bardzo fajną, która bardzo mi pomogła w znalezieniu odpowiednich ulic i kierunków. Zapytałam się go też, gdzie poleca mi pójść, ale stwierdził, że nie wie. Być może chciał się mnie pozbyćJ Może po prostu za dużo pytań ode mnieJ

Po tym poszłam do muzeum (Muzeum Górnictwa Węglowego), podobała mi się wystawa, pani była dość zdziwiona widząc mnie i słysząc, że mówię po angielsku. Nie mówiła po angielsku, mówiła więc po polsku a ja po angielskuJ Dobrze, że znam parę słów po polsku i trochę rozumiem, w przeciwnym przypadku byłoby znacznie trudniej… Spytałam również o broszury, ale były tylko po polsku i pani powiedziała, że nie mają żadnej po angielsku… Podobnie podpisy przedmiotów na wystawie, krótka historia o nich również była po polsku.

Gdy wracałam i chciałam złapać autobus do Katowic, weszłam do publicznej toalety, gdzie była kartka, że trzeba wrzucić 1 zł., żeby drzwi się otworzyły. Wrzuciłam 1 zł, ale drzwi się nie otworzyły, próbowałam kilka razy… Nie rozumiem: czy to metoda zbierania pieniędzy od mieszkańców (mimo że akurat ja jestem turystką) zamiast podatków?????

Napisałam co wydarzyło się w obu miastach, teraz wasza kolej, żeby skomentować i zadecydować, które jest lepsze…


poniedziałek, 25 października 2010, stowarzyszeniebonafides
Tagi: palmiarnia RAD

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
marten-ksg
2010/10/25 11:04:02
Muszę przyznać, że zawsze mnie śmieszą sytuacje kiedy Cudzoziemiec zwraca się do Polaka (oczywiście w Polsce) po angielsku, zamiast "próbować po naszemu" korzystając z tzw. rozmówek.
Co do porównywania, czy poznawania Śląskich miast to uważam, że jest to naprawdę fajny pomysł. Pozwolę sobie podrzucić Pani wyzwanie - Ruda Śląska, czyli "serce Górnego Śląska". 11 dzielnic, których mieszkańcy bardziej czują odrębność dzielnicową niż miejską jedność. Do tego podział miasta na kibiców 2 drużyn piłkarskich z... sąsiednich miast (Górnik Zabrze i Ruch Chorzów). Nie widziałem na tym blogu informacji o jednej z form kultury - sporcie. Myślę, że przedsmakiem "Rudy Śląskiej" będzie już próba odnalezienia strony internetowej miasta (sam naliczyłem chyba 3. Jestem lekko zdezorientowany, bo ciężko tam odnaleźć informacje istotne z punktu widzenia mieszkańca Rudy, ciekawe jak to wygląda z punktu widzenia turysty).
Życzę powodzenia i czekam na relację ;-) Pozdrawiam.
-
Gość: szpa, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/11/06 20:20:11
Gliwice went better, for sure :)
-
Gość: lech, *.unknown.vectranet.pl
2010/12/08 11:00:49
polacam jeszcze raz przyjechać do Zabrza i zwiedzić okolice teatru Nowego szczególnie stare budynki za teatrem Zandkę i i osiedle hutnicze nie wiem dlaczego to pani omineła może nie było na mapie, fakt z angielskim to u nas duży kłopot ale młodzi teraz już uczą się jezyków i najlepiej pytać uczniów pozdrawiam, Leszek.